HISTORIA CZTEROLETNIEJ WIKTORII

O chorobie córeczki dowiedziałam się w siódmej dobie jej życia: zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, wrodzona wada serca ASOII/PFO, IT, niewydolność krążenia, padaczka. Przez miesiąc była w śpiączce farmakologicznej. Biłam się z myślami, ale nawet po najciemniejszej nocy zawsze przychodzi dzień – dzień, w którym nareszcie byłyśmy w domu – razem – Wiktoria, Aleksandra i ja – samotna, ale pełna nadziei matka. Odtąd walczyłyśmy, nie składając broni. Wiktoria, choć taka malutka i delikatna dzielnie walczyła. Jej bronią było i jest umiłowanie życia, radość i ufność. Ciało czasami  odmawia posłuszeństwa, ale ona się nie poddaje. Każdego dnia bierze broń do ręki i rusza na podbój życia, pociągając za sobą mnie i Aleksandrę, której dziękuję za jej niezrównaną dobroć, nieskończoną cierpliwość, nieustającą radość i miłość, którą darzy siostrę.  Nasze życie nie ma w sobie nic bajkowego – Wiktoria potrzebuje intensywnej rehabilitacji, zajęć ze specjalistami, sprzętu umożliwiającego funkcjonowanie. Ponadto często choruje na zapalenie oskrzeli, co dodatkowo ją osłabia.  Potrzebuje niebywale szerokiego zakresu rzeczy i działań, które usprawniałyby ją ciesząc się choć w części samodzielnością. Mimo to mam dwie cudowne księżniczki. Księżniczki, którym nie jestem jednak wstanie sama zapewnić godnego życia.  Dobrze, że moje córki  potrafią cieszyć się  każdą drobnostką, którą ja zaślepiona strachem przed doświadczaniem trudności mieszkaniowych i finansowych nie dostrzegam. Kiedy mój świat wydaje się ponury, myślę o moich córkach, o błyskotliwości i śmiechu, a wtedy życie na powrót, choć przez chwilę staje się jasne – dzieci to najwspanialszy dar od Boga.